24 września 2007
Maja skończyła dwa latka - dostała rowerek, z którego szybko spadła rozcinając sobie wargę, oj było krwi sporo i to kilka minut przed wyjsćiem na basen. Ale krew szybko płynąć przestała i w basenie Majka popływała. I były urodziny - Maja nie chciala spróbować nawet zdmuchnąć świeczek - więc Jasio zdmuchnął szybciutko. Dostała takie prezenty i było tyle osób, że nie wiedziała co robić z przejęcia. A Jaś uparł się, że wystąpi w mocno za dużym stroju Indianina.
Maja juz prawie nie nosi pieluchy, woła pupa i rzadko jej sie zdarza katastrofa. Czasem nawet budzi się w nocy z krzykiem pupa i rzeczywiście siusia. To prawda, że dziewczynkom przychodzi to znacznie łatwiej!
Poza tym od kilku tygoni coraz więcej mówi - np. kana musia i sie do mnie przytula (czyli kochana mamusia), lam (krowa) bupu (buty - np. ja mam bupu, Jaś nie ma bupu), bipi - pępek - Maja gdu czuje się zagrożona/zawstydzona lub chce zasnąć łapie sie za pępek i mocno się denerwuje, gdy ubranie uniemożliwia złapanie pępka...; pla pla to deszcz, ja buję dom (ja potrzebuję domek - czyli że musi mieć na łóżeczku domek z koca - tylko wtedy zasypia) auuu - to jej ukochany piesek-pluszak, bardzo dużo od niej większy. Z auuu nawet kiedys spadła i nabiła sobie imponującego guza.; wszystkie dziewczynki w wieku Jasia to Zuzie a panie w moim wieku - Anie. W zwiazku z tym Beata, ktora przychodzi Mają się opiekować to też Ania. Ostatnie dwa dni to skokowa zmiana jełsi chodzi o umiejętność mówienia - zaczęła powtarzać większość wyrazów.
Duży kłopot mamy z Mai spaniem w ciągu dnia - ostatnio już sie poddałam i nawet na ogół nie próbuję usypiać jej w łózeczku - to zawsze oznacza: najpierw wyjście z łózeczka bo kupa i rzeczywiście robi, potem krzyki żew różnych rzeczy buje (czyli potrzebuje)potem bunt że nie będzie spała, potem pędem po wózek na dół, i po godzinie najszybciej w końcu zasypia w wózku. A czsem nie i wtedy pod wieczór dosłownie potyka się o własne nogi.
Nie chce jeść prawie żadnych jarzyn ani owoców - bo mówi że 'boiś' i nie ma siły. Mięsa też czasem boiś. Jak ona będzie sobie radziła w przedszkolu??
A Jaś od września poszedł do grupy młodszej niż przed wakacjami- żeby być w grupie ze swoim rocznikiem i bardzo sie obawialiśmy, jak się zaaklimatyzuje. No i po pierwszym dniu Jaś wyszedł z sali z miną rozanieloną i obwieścił, że jego pani ma na imię Matalia. To bardzo młoda i ładna pani - chyba nam sie synek troche zakochal...wprawdzie potem sie okazało, że ta pani chyba ma na imię Marta, a druga pani to Natalia, ale co tam - Natalia brzmi bardziej romantycznie. Po kilku dniach Jaś stwierdził, że w tej grupie bardziej mu sie podoba, bo panie są fajniejsze i chodzi do przedszkola z wielkim entuzjazmem. No ale po tygdniu dostal kataru, Maja się zaraziła i kaszlała tydzień, a zaraz potem Jaś dostał znów katartu , potem kaszlu a dzis miał 38,8 st. No więc przerwa w przedszkolowaniu i czekamy, kiedy Maja się zarazi...i tak w kólko, bo przecież jesień się zaczyna. Ale od dnia, gdy Jaś wrócił po wakacjach do przedszkola przestał popuszczać w ciągu dnia i prawie nigdy nie zdarzaja mu się nocne awarie..a w wakacje nic sie nie dawalo z tym zrobić!
Dzieciaki juz się coraz fajniej razem bawia, przy czym Jaś bywa opiekuńczy, (na przykład biegnie po nia gdy ucieknie, bierze za rękę i przyprowadza do mnie), wyjasnia jej cierpliwie rózne wazne sprawy, buduje domki z kocy i krzeseł,zaprasza do swojego domku, naprawdę coraz częściej zdarza im sie samym bawić w swoim pokoju.
Wakacje były bardzo udane, upalne - ponad dwa tygodnie w Bogoniowicach głównie kapalismy sie w Dunajcu i chowaliśmy przed upałem pod mostem (cień sie przesuwał, a my razem z nim), czasem tez w Klimkówce. W Klimkówce Maja sama plywała w rękawkach, więc w Dunajcu się wściekła, bo nie chcieliśmy jej puścic z prądem - nie mogła zrozumieć, dlaczego nie może pływać 'siama'. Potem kolejne prawie dwa tygodnie plażowania nad jeziorem Białym koło Lucienia - domek nad jeziorem i całe dni spędzane nad jego brzegiem. Dzieci zrobiły sie bardzo wodne - w rękawkach skaczą z pomostu, nie boją sie pływać na głębokiej wodzie, Maja dzielnie pływa z pupą i nogami zaraz pod powierzchnią wody.
A Jaś złapał bakcyla wędkowania i całe dnie spędzał na pomoście z róznymi osobami wędkującymi, z którymi się bardzo szybko zaprzyjażniał.
12 czerwca 2007
W kwietniu Jaś złamał prawą nogę w śródstopiu, 5 tygodni gips kończący się pod kolanem. Znosił to bardzo dzielnie a my stawaliśmy na głowie żeby mu uatrakcyjnić ten czas. A jak to zrobił? A grał w piłkę na trawie, przewrócił się, przeleciał nad pilka i upadł ze stopą wygiętą do tyłu - wystarczyło żeby złamać, choć nie spuchło, nie zsiniało i ja się mocno opierałam przed jechaniem z nim na ostry dyżur. A po zdjęciu gipsu zaczęły sie schody, bo Jasiowi bardzo ciężko było znów nauczyć się chodzić...zdecydowanie wolał raczkować, a Majeczka razem z nim. Cały czas rozglądał sie wokół w poszukiwaniu podparcia. W końcu po ok. 10 dniach poszedł do przedszkola gdzie napotkaliśmy silny opór przedszkolanek, któe nie chciały mieć w grupie utykającego dziecka. Nie pomogło zaświadczenie od pediatry że jest zdrowy, Kuba mnusiał jeszcze podpisać, że Jaś zostaje w przedszkolu (a właściwie chora noga Jasia) na naszą odpowiedzialność. Nam się serce krajało przez kilka dni, w oczach przedszkolanek byliśmy wyrodnymi rodzicami, a Jaś chodził i chodzi tam z wielkim entuzjazmem.
Jaś z zapałem uprawia przeróżne roślinki - na działce ma swój miniogródek z koperkiem i słonecznikami, na balkonie donice z maciejką i groszkiem, na parapetach fasolkę, koperek, rzeżuchę, kwiatki doniczkowe, pomidory. Koperek ścina i suszy na zimę...poza tym czyta mu się mądre ksiązki o tym, jak funkcjonuje ludzki organizm i Jaś b dużo z tego pamięta. No i jeszcze kosmos i film o łaziku na Marsie. Poza tym po okresie robienia dzieł - rysowanych, malowanych, wydzieranych, wyklejanych itd zapanował czas konstruowania - urządzenie do podlewania kwiatków, latawce, samoloty i rózne dziwne konstrukcje z wszelkich możliwych pudełek i róznych dziwnych kawałków różnych rzeczy. Raz zrobił płyn w butelce taki, że jak Kuba to po tygodniu odkręcił to prawie wybuchło i przez pół dnia upiornie śmierdziało w całym mieszkaniu. Jaś był zachwycony.
Maja zaczyna gadać - obecnie najbardziej lubi mowić dobra przy każdej okazji, właściwie to na
temat. I lubi jeszcze slowa typu ojeju, pupa, kupa (nawet zaczyna
mowić, ze chce kupę a czesem nawet siku że robi - ma szanse wyprzedzić w kwestii popuszczania Jasia, z którym tkwimy w martwym punkcie...). Kaka mówi na wszystkie ptaki - gołębie, wróbelki, kaczki...Dziś
obwieściła kupa w piaskownicy i była to prawda niestety. No i jest niemożliwie uparta - od wczoraj na przykład jeździ w wózku głównie tyłem , klęcząc. I już. Panicznie boi się wszelkich robaczków, śłimaczków, gdy zobaczy że coś po niej łazi wrzeszczy jak opętana i zalewa się łzami.
1 marca 2007
Jaś mówi bardzo dobrze, ale ma pewne słowa, które konsekwentnie przekręca:
biedranocka, Goboniowice (czyli Bogoniowice), kufnia, tęskniło mi się za mamą, wróżdżka,
Jasia mądrości życiowe:
'skomplikowane to jest, że człowiek pochodzi od małpy i Pan Bóg stworzył na początku dwóch ludzi'
19 lutego 2007
Jaś Pytalski skłania rodziców do coraz większych wysiłkow intelektualnych:
- Mamusiu, a dlaczego łazik może jeździć po Marsie jak w kosmosie nie ma przyciągania.
- Skąd się bierze prąd w rzece ?
- Jak hel to robi, że lata ?
8 lutego 2007

Kilka dni temu Kuba wygral w GW wycieczke do Straży Pożarnej. Wygrał,
ale nie mógł pójść, ja też powinnam była pracować ale poszłam dość
wkurzona na wkręcanie bliźniego. Ale szybko mi przeszło - to była
naprawdę pouczająca wycieczka. Jaś przez cały czas jakby 'przeżuwał
ziemniaki' - co u niego oznacza najwyższy stopień zaaferowania.
Stawiliśmy sie na spotkanie na Polnej, przy garażu straży. Spotkanie
prowadził niezwykle przystojny strażak o ujmującym sposobie bycia. Była
demonstracja stroju strażaka w wykonania najwyższego z nich (miał chyba
dobrze ponad dwa metry), strażacy zjeżdżali po rurze, przeraźliwie
zawyl wóz pokazano nam najciekawszy wóz z najwyższym w W-wie i
okolicy wysięgnikiem (13 pięter), widzieliśmy wszystko co jest w tym
wysięgniku i jak sie przypinają do niego strażacy (lina działająca w
razie konieczności jak bunjee), byliśmy u dyspozytorki, tam gdzie
strażacy przysypiaja na dyżurze,w kuchni, sali wykladowej, siłowni,
pomieszczeniu gdzie jest rura na dół - trzeba odwagi żeby po tym
zjechać!, ale najciekawsze było to, że w pewnym momencie było prawdziwe
wezwanie do pożaru - zadźwięczał dzwonek, zapaliła sie lampka z
odpowiednim numerem wozu strażackiego, zniknęli strażacy którzy koło
nas siedzieli, zdążylismy podejść do okna i po króciutkiej chwili
widzieliśmy wyjeżdżający na sygnale wóz - w czasie, gdy my ustawialiśmy
sie przy oknie, strażacy zdążyli zbiec na dół (bo my staliśmy przy
rurze), przebrac się, wsiaść do wozu i odjechać!!! Przez kilka
kolejnych dni Jas bawił sie wyłacznie w gaszenie pożaru (sofa pełniła
rolę wozu strażackiego), a następnego dnia po wycieczce musiałam go
odebrac z przedszkola w południe, bo pani Marzenka zadzwoniła, ze z
Jasiem coś nie tak - pokłada sie i nie chce się bawić, po powrocie do
domu natychmiast odżyl i nic się z niego nie wykluło - zdaje się, że po
prostu dochodził do siebie...
w ostatnim czasie Jaś był też pierwszy raz w teatrze - w Guliwerze na
'Pinokiu' - największe wrażenie zrobiły na nim przerwy, dzwonki,
zmiany oświetlenia i kurtyna - teraz lubi się bawić w teatr, co polega
na tym, że ciągle są przerwy i podnosi sie i opada kurtyna oraz trzeba
w kółko gasić i zapalać światło...Nasz krasnal był tez ostatnio w kinie
na 'Smoczym Wzgórzu' - uznał, że teatr jednak jest jeszcze fajniejszy,
bo w kinie nie było przerw...
w przedszkolu był bal karnawalowy - jedna Jasia koleżanka była
przebrana za wróżdżkę. Gdy przyszłam Jasia odebrac zastałam pandemonium
- Jaś w połowie w stroju Indianina a w połowie goły zostal mi doręczony
wraz z pozostałym ubraniem, był w stanie takiego oszołomienia, że
uznałam za konieczne jak najszybciej go ubrac bez dyskusji że ma to
robic sam i wyprowadzić póki jeszcze w ogóle kontaktuje...obok mnie
jakiś dziadek próbował dość bezskutecznie poradzic sobie z ogromną
ilością skrzydeł, które zniecierpliwiona wnuczka kazała mu pakować do
jakiś folii...od czasu do czasu w szatni pojawiały sie mniej lub
bardziej gołe jednostki, jak również przebiegało mnóstwo wróżek oraz
panie z wielkimi sukniami w rękach. Zdaje się że spokojnie można było w
tym zamieszaniu porwac jakieś dziecko...do Madalińskiego szła za nami
przeraźliwie wrzeszcząca dziewczynka (ale to tak, że aż miała odruchy
wymiotne) - uczestniczka balu, którą odebrała siostra.
Jaś jest bardzo dzielny podczas wizyt lekarskich, ale zawsze przed
wyjściem z gabinetu pyta lekarza kategorycznym tonem, ostro patrząc zza
okularków: a nagroda???'
30 styczeń 2007
No i po dlugiej przerwie (prawie 2 letniej) kolejny wpis do dziennika. jak to się mówi lepiej późno niż wcale.
Wiele się wydarzyło w naszym życiu w tym czasie,ale po kolei.
Majeczka już biega, dokazuje i choć jeszcze nie umie mówić to
wymusza co tylko sobie wymysli na bezradnych rodzicach. Ma wyraźne
zdolności taneczne i wyczucie rytmu - jak tylko usłyszy muzyczkę, to
zaczyna podrygiwać i kręcić się w kołko, często do momentu aż sie nie
przewróci.
Jasio - Krasnal (tak sie nazywa jego grupa przedszkolna) to raczej
typ intelektualisty. Profesorskiego wizerunku dodają mu także okulary,
zalecone przez naszą okulistke.
Ostatnio coraz bardziej wystawia na próbę autorytet rodziców (którzy przecież wiedzą wszytko) , zadając pytania w stylu:
- Tatooo, a jak pająk to robi, że nie przykleja się do pajęczyny, a mucha się przykleja ?
- Dlaczego rakieta lecąc na Marsa nie zderza się z Księżycem ?
Nie jest łatwo być rodzicem, a co będzie za pare lat ....?
czerwiec 2005
Na działce jest fajnie. Bardzo lubię jeździć na działkę. Najfajniejszy
jest kranik – na każdej działce jest kranik, albo nawet dwa. U nas są
dwa kraniki – z jednego wisi długi wąż do podlewania, z drugiego nie.
Najbardziej lubię odkręcać i zakręcać kranik, ale wtedy rodzice i
Dziadzia się złoszczą. Mówią, że nie mogę podlewać, bo ciągle zakręcam,
a przecież im pomagam. Trochę się boję, jak woda sika z tego węża mocno
i wolę go nie trzymać tak całkiem sam. Trzeba wężem machać, żeby
kwiatki się lepiej podlały. Mam tu też rowerek – wczoraj był tu wujek
Krzyś i b. Szybko jeździliśmy rowerkiem – tzn. on biegł i pchał kij, a
ja pędziłem. Z wrażenia aż zrobiłem siusiu i Tata musiał płukać rowerek
wężem. Rodzice chcą, żebym nie sikał w spodnie. NO to niech mi
zakładają pieluchę, to spodnie nie będą mokre. Ale oni nie chcą i
mówią, że jak mi się zachce siusiu to mam zdjąć spodnie. Ale ja nie mam
czasu, bo jak mi się zachce to już muszę siusiać przecież. W ogóle na
tej działce nie mam czasu, bo jest b. Dużo roboty. Rodzice mówią, że
przyjechaliśmy tu odpocząć, ale ja jestem b. Zajęty. Rano muszę tatę
przekonać, że już się wyspałem i żeby mnie wyjął z tego łóżka, z
którego nie da rady wyjść samemu, bo ma siatkę zamiast szczebelków.
Tata coś mówi, że jeszcze noc i żebym pospał a mama w ogóle się nie
odzywa. Z mamą to jest dziwna sprawa – ma coraz większy brzuch i mówi,
że w środku jest Mama i Maja będzie się ze mną bawić. Tylko nie
rozumiem, dlaczego z powodu małej pszczółki brzuch mamy tak bardzo
urósł. I jeszcze nie chce mnie brać na ręce bo musi uważać na Maję.
Trochę mnie to denerwuje.
16.06.05
Przyjechaliśmy na urlop na działkę na 2 tygodnie – nudno, ale taki rok
– dalej jechać nie mogę. Ale Jasiowi jest tu świetnie, coraz pewniej
się tu czuje i coraz bardziej dokazuje. Gada pełnymi zdaniami i
metodycznie omija ‘się’. No i mówi w drugiej osobie o sobie. 9np.
Najadłeś się – pytam. Na to Jasio: ‘Najadłeś’. Zaczyna śpiewać
piosenki, a raczej ich fragmenty (np. na MAzujy, Mazujy łajbą tektujy’,
‘chłopcy jadajowcy’), a dziś wieczorem dobiegł nas z góry fragment
monoklu ‘kjokodyl tylko troszkę gjyzie’ – to skutek bajki o tym, jak
Bambo uciekał przed krokodylem (autor: Kuba). Rano Jaś obwieszcza: ‘Jaś
wyspał’ i nie ma bata – trzeba w te pędy lecieć z nim na działkę. Na
ogół nie zrywa roślin poza kwastami, które mu Dzidzia pokazał. No i
poza tym jak wczoraj zdarzyło mu się kombanejkami odpiąć kwiatek a
potem listek. Dziś w sklepie był nie do opanowania – wszystko łapał,
łącznie z obwarzankami, które musieliśmy kupić. Jedno z naszych
podstawowych zajęć to pranie spodenek – Jasio chodzi bez pieluchy i na
ogół nie starcza mu czasu, żeby zdjąć spodnie albo nam powiedzieć, żeby
je zdjąć. Wszyscy są najbardziej zadowoleni, gdy Jaś biega w samej
koszulce – wtedy robi rozkrok i sik na trawę – w spodenkach robi tak
samo....Kupa jest na ogół do nocnika, choć specjalizuje się też w
robieniu jej przed popołudniowym zaśnięciem i śpi z tym albo nie śpi
wcale. A potem słyszymy rozpaczliwe ‘kupka przeszkadza Jasiowi’.
‘Tata rozbrał’ (tata się rozebrał)
‘trzeba odpchać rurę’
‘siusiak się zapchał’ (gdy siusiu nie wychodzi)
‘mama, odszyj spodenki’ (bo tłumaczyłam, że spodenki misia są przyszyte)
21.06.05
dziś z samego rana Jaś powiedział cały wierszyk o kominiarzu!
Poza tym zaczyna śpiewać – dziś zanim zasnął w ciągu dnia, przez godzinę słyszeliśmy: ’Na Mazury, Mazury...’, ‘za parę dni...’
Jasiowi buzia się nie zamyka – sąsiadka mówi, że pięknie mówi, ma b.
Duży zasób słów, że będzie miał zdolności językowe – a może ona jednak
ma tego ciągłego świergotu trochę dosyć?
Jaś ma tu coraz więcej przyjaciół – zagaduje działkowiczów, odwiedza
(tu zje truskawek, tam obejrzy żabkę w oczku wodnym albo poodkręca
kranik). Od paru dni budzi nas o świcie przeraźliwy, kategoryczny krzyk
SMOCZEK!!!! – aż człowiek prawie podrywa się na baczność. Kiedyś było
przyjemniej – gdy krzyczał ‘tata/mama pia’ – głosem raczej płaczliwym i
łagodnym.
Jasio b. Chętnie pomaga w pracach działkowych – właśnie z zacięciem
zbiera gałązki żywopłotu, które Kuba ściął. Samo ścinanie też było b
emocjonujące, choć w związku z tym, że maszyna huczała, lepiej było
trzymać się blisko mamy.
Jasio zrobił się zdecydowanie synkiem tatusia – z tatą wszystko robi,
tata mam mu opowiadać bajkę, karmić i w ogóle wszystko. Tak to jest,
jak mama musi głównie odpoczywać...
O, Jasio już się wprosił na kolejną działkę!
20.07.05
znów jesteśmy na działce. Maja kopie, ma czkawkę, i rośnie jak na
drożdżach, drożdżach ja jestem coraz bardziej ociężała i leniwa. Jaś
mówi, że mama na działce leży na leżaku – faktycznie już prawie do
niego przyrosłam. Próbujemy oduczyć Jasia ssania smoczka – niestety,
niestety marnym skutkiem. Krzyczy ‘daj smoczek biały, Tato’ i nie chce
zasnąć, dopóki go nie dostanie. Zastosowałam nawet fortel – ucięłam
czubek jednego ze smoczków, ale Jaś krzyczał, że mam kupić nowy, a
potem wpadł w histerię. Patrzył na mnie z takim oburzeniem, że wpięty
mi poszło! I nic z tego nie wyszło – w końcu się poddałam i dostał swój
ulubiony smoczek, bo tego bałam się zniszczyć, czyli spalić za sobą
wszystkie mosty.
Jaś boi się jeść owoce, w których SA pestki – nawet gdy taką pestkę
najpierw się usunie na jego oczach. Walczymy nadal z pieluszką – i tu
rezultaty są nawet niezłe – już wiem prawie bez pudła kiedy przebiera
nogami, bo chce siusiu. Już dwa razy był w Łazienkach bez pieluchy i
bez katastrofy. Jaś ma tutaj ulubiony sklep spożywczy – wie, gdzie są
tam obwarzanki i syczący soczek i natychmiast po wejściu zaopatruje się
w nie.
Ostatnio obwieścił, że ma ‘cikawkę’ i żebym mu dała ’łyżkę siukru’ –
dałam i natychmiast usłyszałam ‘mama dobry lekarz’ a czkawka przeszła w
mig.
Jaś nadal zaprzyjaźnia się z okolicznymi działkowiczami –
działkowiczami jednej pani huśtał się na huśtawce oglądał ślimaka,
żółwia, motylka, kaczuszkę (z gipsu), a na koniec dostał lokomotywę.
Inny pan (nazywa się Franciszek Kobryńczuk, pisze książki dla dzieci,
wróży z ręki i jest uroczym starszym panem) gdy go widzi, udaję sowę, a
potem pokazuje mu w domku wypchanego jastrzębia. A Jaś musi dokładnie
zwiedzić działkę i pobawić się kranikiem. U pani Marysi musi obejrzeć
małą fontannę w oczku wodnym i urządzenia do podlewania. Ale
najbardziej Jasio lubi, gdy nocują tu tez rodzice – wtedy leci rano do
dziadka – na stary, zabytkowy tapczan i na rodziców już wcale nie
zwraca uwagi. Potem nie odstępuje dziadka na krok – razem podlewają,
wyrywają chwasty, robią gimnastykę itd. Dziadzia jest chyba po takim
dniu wykończony...A my z Kuba (no dobra, głównie ja) popadliśmy w manię
rozwiązywania sudoku
Myjąc głowę Jaś stwierdza ‘Jasio będzie glancuś’
10.08.05
Jaś nie używa już smoczka wieczorem, ale w ciągu dnia i owszem – inaczej chyba by nie zasnął...
Wyraźnie przeżywa przeprowadzkę – rozpłakał się, gdy tata wyniósł na
śmieci stary, zniszczony stolik, a gdy pakowałam buty – zabrał swoje
kapcie, żebym mu ich nie zabrała...
Zachwycony był panem od remontu – chciał pójść z nim, bo ten pan ma różne fajne maszyny. Zrezygnował w ostatniej chwili.
Ostatnio spędził dwa dni na działce z samymi dziadkami – ja to
przeżywałam bardzo, a Jaś po naszym przyjeździe stwierdził, że
moglibyśmy znów pojechać, a on zostanie z dziadkami samymi.
Zaczynają się już klimaty, że koledzy najważniejsi – gdy działkowi
koledzy Antoś i Ignaś przyszli w czasie obiadu, Jaś nie zjadł już ani
kęsa – natychmiast musiał lecieć się bawić.
11.08.05
ostatnio byli u nas panowie od naprawiania okien. Jas był zafascynowany
i troche przestraszony, wiec musial się mnie trzymać. Patrzył, patrzył,
w końcu wziął do ręki nową książeczkę i powiedział
rozczulająco:’Panowie patrzcie, mam nową książeczkę’. Zrobiłam obiad i
wzięłam Jasia stoliczek do kuchni, żebyśmy tam zjedli, żeby Panom nie
przeszkadzać (bo zdjęli całe okno) – Jas się strasznie rozpłakał,
ciągnął swój stoliczek do pokoju – w końcu udało się zjeść obiad w
przedpokoju – Jaś musiał cały czas obserwować, co robia Panowie.
A gdy się rozzłościłam i popłakałam, Jaś złapał mnie za nogę, przytulił
się i powedział ‘Jaś mamę przytuli, to nie będzie płakać’.
Dziś rano pielucha była sucha – po całej nocy! Od wczoraj Jaś siusa do
kibejka, stojąc na stołeczku, Gdy zrobił to pierwszy raz obwieścił: ‘I
wcale się nie bałem!’